Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu z prestiżowym grantem "Teaming for Exellence"
Opublikowano 27 maja 2026 06:35
Z tego artykułu dowiesz się:
- Wrocławski Uniwersytet Medyczny zdobył prestiżowy grant Teaming for Excellence na budowę Centrum Doskonałości RAPTOR-HF, co może zrewolucjonizować kardiologię w Polsce.
- 120 milionów złotych z Unii Europejskiej i Ministerstwa Nauki zostanie przeznaczonych na stworzenie nowoczesnej struktury organizacyjnej, która ma przyciągnąć najlepszych naukowców z całego świata.
- Partnerstwo z renomowanymi instytucjami takimi jak Uniwersytet Oksfordzki i Charité w Berlinie ma na celu nie tylko wymianę wiedzy, ale również przeszkolenie w zakresie efektywnej organizacji naukowej.
- Centrum skupi się na personalizacji terapii dla pacjentów z niewydolnością serca, co może poprawić jakość leczenia i dostosować metody do indywidualnych potrzeb chorych.
- W dłuższej perspektywie, projekt ma na celu przekształcenie polskiej kardiologii i wprowadzenie spersonalizowanej medycyny, co może przynieść korzyści pacjentom nie tylko w Polsce, ale i w Europie.
Program Teaming to instrument Komisji Europejskiej skierowany do tak zwanych krajów wideningowych – państw, gdzie nauka jest mniej rozwinięta niż w krajach będących europejskim benchmarkiem, takich jak Niemcy, Wielka Brytania czy Francja. Celem programu jest tworzenie centrów doskonałości, które, czerpiąc z doświadczeń najlepszych europejskich instytucji, dorównają im poziomem w perspektywie kilku lat.
– To jest unikatowy projekt, jeden z najbardziej prestiżowych, które Unia Europejska przyznaje instytucjom naukowym w krajach wideningowych. Zamysł jest taki, żeby wykorzystując doświadczenia najlepszych ośrodków Europy, stworzyć centrum doskonałości oparte na tych mechanizmach w Polsce – wyjaśnia prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Partnerami wrocławskiego projektu zostały dwie z najlepszych instytucji akademickich świata: Uniwersytet Oksfordzki – stale plasujący się w ścisłej czołówce globalnych rankingów – oraz Charité w Berlinie, jeden z najlepszych europejskich szpitali i uniwersytetów medycznych jednocześnie.
Do pierwszego etapu zgłosiło się ponad trzysta instytucji. Do drugiego przeszło sześćdziesiąt. Finansowanie uzyskało dziewiętnaście. – Z dumą powiem, że jesteśmy w tej grupie dziewiętnastu – mówi rektor Ponikowski, nie ukrywając satysfakcji. – Wierzyłem, że wygramy.
Kardiologia ze Wrocławia w światowej czołówce
Wybór kardiologii jako wiodącej dziedziny nie był przypadkowy. Według jednego z poważnych amerykańskich rankingów naukowych wrocławska kardiologia plasuje się na trzynastym miejscu na świecie. – Nie mówię, że wyprzedziliśmy w kardiologii praktycznej Oxford czy Karolinska Institute – zastrzega profesor. – Ale jesteśmy w absolutnej czołówce, jeśli chodzi o poziom kardiologii w Uniwersytecie Medycznym i Uniwersyteckim Szpitalu w Instytucie Chorób Serca. Wrocławski ośrodek może się też pochwalić liczbą transplantacji serca.
Leczenie szyte na miarę
Centrum doskonałości skupi się na niewydolności serca. – W naszej ocenie, pacjenci z niewydolnością serca wciąż są leczeni nieoptymalnie. W onkologii od dawna mówi się o medycynie personalizowanej, o leczeniu „szytym na miarę". W kardiologii tego nie mamy – przyznaje prof. Ponikowski.
Tymczasem postęp w leczeniu niewydolności serca w ostatnich trzech, czterech dekadach był ogromny. Część pacjentów wchodzi dziś w fazę remisji choroby – podobnie jak to bywa w onkologii. I tu pojawia się kluczowy problem: nie wiadomo, komu można bezpiecznie odstawić leki i urządzenia podtrzymujące funkcję serca, a kto nadal wymaga intensywnego leczenia.
– Każdy bierze przez całe życie leki i pyta: a może taki zabieg? A może inny? I tego też nie potrafimy ocenić, chociaż choroba jest już w fazie pozornego wyleczenia – mówi profesor.
Centrum ma pomóc identyfikować mechanizmy chorobowe leżące u podstaw niewydolności serca i na ich podstawie personalizować terapię – tak, by każdy pacjent otrzymywał leczenie dopasowane do jego indywidualnego profilu biologicznego.
Nie jadą się uczyć stentowania. Jadą po kulturę organizacji
W przypadku partnerstwa z Oxfordem i Charité nie chodzi o wymianę wiedzy klinicznej, bo w zakresie technik kardiologicznych wrocławski ośrodek jest co najmniej równorzędnym partnerem. – Nie jedziemy się tam uczyć, jak stentować tętnice czy naprawiać zastawkę mitralną, bo my to wiemy. Jedziemy po to, żeby nauczyć się, jak wygląda system - podkreśla prof. Ponikowski. To właśnie kultura organizacji nauki – jej struktura, ścieżki kariery, tryb pozyskiwania grantów, relacja między naukowcami a administracją – jest tym, czego brakuje polskim ośrodkom. Profesor wspomina swoje lata spędzone w Royal Brompton Hospital w Londynie: – System był przyjazny. Nie musiałem zbierać stu podpisów. Te dwa, trzy lata to było coś, co ludziom wynagrodziło cały wysiłek. I większość z tamtej grupy to dziś szefowie największych ośrodków w Europie.
Prof. Ponikowski marzy, by za kilka lat naukowcy z całego świata mówili: „Pracowałem trzy lata w zespole Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu" – z taką samą dumą, z jaką dziś mówi się o stażu w Oxfordzie.
120 milionów złotych na strukturę, nie na badania
Budżet projektu - 120 milionów złotych na sześć lat (60 milionów z UE i 60 milionów z Ministerstwa Nauki) – przeznaczony jest wyłącznie na zbudowanie struktury organizacyjnej centrum, nie na finansowanie konkretnych badań. – To są pieniądze na zatrudnienie ludzi, zbudowanie kultury organizacji, stworzenie mechanizmów, żeby ludzie chcieli do nas przyjeżdżać i u nas pracować – wyjaśnia rektor.
Centrum będzie miało pełną autonomię: odrębność naukową, finansową, organizacyjną, decyzyjną i kadrową. Zamiast katedr powstaną grupy badawcze wzorowane na strukturach najlepszych światowych uczelni. Każdą grupą kierował będzie doświadczony senior researcher, wspierany przez młodszych naukowców i doktorantów. Do każdej grupy przydzielony zostanie też menedżer projektu naukowego – specjalista, który zajmie się całą otoczką administracyjną, formalną i prawną, uwalniając naukowców od biurokratycznych obowiązków.
– Przychodzisz do grupy badawczej, jest wytyczony kierunek, jest pomoc. Nie zbierasz podpisów, nie wnioskujesz do komisji bioetycznej sam – bo tym zajmuje się specjalista. Ty zajmujesz się nauką – opisuje koncepcję dr Michał Tkaczyszyn z Instytutu Chorób Serca UMW. Centrum będzie też starało się oferować wynagrodzenia porównywalne z europejskimi stawkami.
„Nauka nie może być robiona przy okazji"
Ważnym motywem projektu jest przekonanie, że polska nauka kliniczna ponosi straty, bo prowadzona jest niejako przy okazji pracy lekarskiej – między dyżurami, wizytami, zabiegami. – Dopóki nauka będzie robiona przy okazji, będzie na poziomie przy okazji – mówi wprost prof. Ponikowski. Centrum ma to zmienić, oferując atrakcyjne wynagrodzenia, jasne ścieżki kariery i odciążenie od administracji, chce przyciągnąć zdolnych młodych lekarzy i naukowców, którzy dziś nie mają w Polsce atrakcyjnej oferty łączenia kariery naukowej z medyczną. Prof. Ponikowski wspomina też o programach powrotu naukowców z zagranicy. – Część ludzi chce wrócić. Tylko trzeba im zaproponować coś sensownego – mówi rektor.
Plan na przyszłość: granty i przemysł
Sześć lat finansowania unijnego to nie koniec, lecz początek. Centrum ma w tym czasie wypracować mechanizmy pozyskiwania kolejnych grantów i nawiązać współpracę z przemysłem farmaceutycznym i diagnostycznym. - Firmy zajmujące się technologiami lekowymi czy diagnostyką molekularną mają szereg gotowych rozwiązań "schowanych w szafie" i czekają na moment, żeby je przetestować. Ciężko jednak znaleźć partnera z zapleczem klinicznym, z doświadczeniem i infrastrukturą, który jest w stanie szybko wdrożyć daną technologię do fazy testowej. My chcemy być takim partnerem – mówi dr Tkaczyszyn.
W dalszej perspektywie – być może piętnastu, dwudziestu lat – centrum ma przyczynić się do realnej zmiany sposobu leczenia pacjentów z niewydolnością serca w Polsce i Europie. – Wierzymy, że ten projekt umożliwi spersonalizowaną medycynę także dla chorych na serce – podsumowuje prof. Ponikowski.











