Wydaje się, że swoje „złote lata” tonsillektomia ma już za sobą. W latach 50. ubiegłego wieku zabieg ten wykonywano u ok. 200 tys. dzieci rocznie, obecnie u mniej niż 50 tysięcy. Zdaniem naukowców z University of Copenhagen - to wciąż o wiele za dużo.
W przeprowadzonym przez nich badaniu uczestniczyło prawie 1,2 miliona duńskich dzieci, u których w pierwszej dekadzie życia usunięto migdałki. Dane zbierano przez 30 lat. Analiza pokazała, że korzyści płynące z zabiegu (np. zmniejszenie częstości zapaleń gardła) w większości przypadków zanikają do około 40. roku życia, natomiast skutki negatywne utrzymują się do końca życia. Jakie to skutki?
Chodzi o zaburzenie prawidłowego rozwoju układu odpornościowego, czego konsekwencją jest wzrost zapadalności na astmę oskrzelową (trzykrotnie!), a także na grypę i zapalenia płuc. Z kolei ryzyko zachorowania na POChP okazało się o 18,6 proc. wyższe u osób po tonsillektomii.
W analizie uwzględniono też, niezależnie, wpływ resekcji migdałka gardłowego (ang. adenoid). Usuwa się go zazwyczaj u dzieci często zapadających na zapalenia ucha środkowego. Jednak i w tym przypadku wiąże się to z negatywnymi skutkami zdrowotnymi.
U osób po takim zabiegu ryzyko zachorowania na POChP rosło ponad dwukrotnie, podobnie jak częstość występowania zakażeń górnych dróg oddechowych oraz zapalenia spojówek.
Negatywne następstwa tonsillektomii nie są nowością. Wcześniejsze badania sugerowały związek pomiędzy tą procedurą a wzrostem ryzyka zachorowania na raka piersi i chorobę niedokrwienną serca.
Autorzy badania zaapelowali do pediatrów o jak najrzadsze kierowanie dzieci na zabieg usunięcia migdałków.
Źródło: NewsMedical