W ostatnich dniach media ujawniły informacje o lekarzu, który pracując w receptomacie z warunkowym PWZ przepisywał silne leki przeciwbólowe, również fentanyl – bez wymaganej przepisami osobistej konsultacji. Po sprawdzeniu okazało się, że mężczyzna nie ma nawet wykształcenia medycznego. - Dziś pracować jako lekarz w Polsce może osoba, która nie ma wiedzy medycznej, ale ma sprawną drukarkę i wydrukuje sobie dyplom uczelni. Dziś bycie lekarzem w Polsce zależy od oświadczenia, że ktoś zna język polski, co nie może być według przepisów zweryfikowane – mówił w piątek prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski. Jak ocenił, w tej chwili osób, które wykonują zawód lekarza, choć ich wiedza i uprawnienia a także znajomość języka nie zostały zweryfikowanej, jest w Polsce około dwustu. Izby lekarskie nie sprawują nad nimi nadzoru. - Takie osoby zatrudniają się np. w receptomatach i wystawiają recepty na środki, które powinny być ściśle limitowane i ograniczone dla pewnej grupy chorych – mówił Jankowski.
Wszystko zaczęło się jesienią 2020 roku, gdy w czasie drugiej fali pandemii zapadła polityczna decyzja o otwarciu rynku pracy dla lekarzy spoza UE. Mówiąc precyzyjnie, przede wszystkim zza wschodniej granicy Polski. Przede wszystkim dla lekarzy z Białorusi i Ukrainy, choć również z innych – również z punktu widzenia Polski bardzo egzotycznych – kierunków, jak Filipiny. Rząd postanowił znowelizować przepisy w taki sposób, by uniemożliwić samorządowi lekarskiemu „sabotowanie” prób zatrudniania lekarzy w polskich szpitalach, a w trakcie prac nad zmianą przepisów podkreślano wielokrotnie, że za jakość pracy takich lekarzy z warunkowym PWZ odpowiadać będą zatrudniający ich dyrektorzy podmiotów leczniczych. Protesty samorządu nie zdały się na nic, już w styczniu 2021 roku minister Adam Niedzielski uroczyście wręczał pierwszych pięć decyzji lekarzom z Białorusi i Ukrainy, decyzji umożliwiających wykonywanie zawodu lekarza w Polsce bez PWZ wydanego przez izbę lekarską.
- Jesteśmy głęboko poruszeni ostatnimi doniesieniami medialnymi, że w Polsce pracują jako lekarze osoby niezweryfikowane. Jesteśmy poruszeni, ale nie zdziwieni. Od listopada 2020 r. apelujemy o zmianę przepisów – podkreślał Jankowski, oceniając, że właśnie wtedy „dopuszczono do tego, że w Polsce jako lekarze pracują osoby, które nie są w rejestrze Izby Lekarskiej, nie podlegają odpowiedzialności zawodowej i kodeksowi etyki lekarskiej, pracują bez nadzoru i kontroli”.
Prezes NRL przedstawił też odpowiedź z MZ na pytanie Izby o nadzór nad takimi osobami. - Otrzymaliśmy informację, że departament kadr medycznych nie sprawdza autentyczności dokumentów przedstawianych w tzw. procedurze uproszczonej. To zaś oznacza, że w skrajnych przypadkach jako lekarze mogą pracować osoby, które dosłownie wydrukują sobie dyplomy na drukarce. - Winne są wadliwe przepisy, nie ministerstwo, bo zafundowano nam przepisy, które powodują, że nie weryfikuje się zgodności programu kształcenia danej osoby z minimalnymi wytycznymi obowiązującymi dla lekarzy w UE – zaznaczył.
Kolejny problem to brak weryfikacji znajomości języka polskiego odpowiednim egzaminem - dopuszcza się do pracy osoby na podstawie oświadczenia. Samorząd domaga się zmiany przepisów, powrotu do stanu prawnego sprzed listopada 2020 roku jeśli chodzi o dopuszczanie do zawodu lekarza osób wykształconych poza UE oraz weryfikacji tych decyzji, które zostały podjęte w ostatnich czterech latach.
Już w poniedziałek przedstawiciele samorządu spotkają się z kierownictwem MZ i będą rozmawiać m.in. o dalszym uszczelnianiu możliwości wystawiania recept na silne leki przeciwbólowe. - Korzystając z dziur w naszym systemie, dziś może to robić osoba nawet spoza granic naszego kraju, może nadużywać zaufania lekarzy i pacjentów – mówił Jankowski.